Flamenco i doma vaquera

ZAWSZE ANDALUZJA

Edyta Aktualności, Sesje Skomentuj

Od mojej ostatniej wizyty w Hiszpanii minęły dwa lata. W tym czasie odkrywałam kolejne rejony ojczyzny drugiej iberyjskiej rasy – koni Lusitano. Tęskniłam jednak za Andaluzją, dlatego w maju zeszłego roku, z radością wróciłam na południe Półwyspu. Miałam bogate plany, więc wyjazd był bardzo intensywny. Szczęśliwie pogoda w tym roku wyjątkowo mi sprzyjała i udało się je zrealizować niemal w całości.

Stado w Andaluzji

Tradycyjnie już hiszpańską przygodę rozpoczęłam w jednym z moich ulubionych miejsc – Yeguada La Yedra. Poza niezapomnianą sesją flamenco na wzgórzach, która, zważywszy na wczesną jak na hiszpańskie standardy godzinę, wymagała od  Hiszpanów sporego poświęcenia, udało mi się wreszcie zrobić zdjęcia, o których marzyłam od kilku lat. Za każdym razem, będąc tutaj, oczyma wyobraźni widziałam siwego ogiera galopującego po łące w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Niestety zawsze na drodze do urzeczywistnienia tych planów, stawała jakaś przeszkoda. A to nie było siwego ogiera (La Yedra kilka lat temu specjalizowała się w karych andaluzach), a to nie zdążyliśmy na zachód, a to słońce zaszło za wcześnie za chmury… Szczęśliwie tym razem wszystko ułożyło się po mojej myśli, a wspaniały Dante TF dał prawdziwy pokaz swoich możliwości. Po tak udanym początku, z optymizmem czekałam na to co przyniesie los w kolejnych dniach.

Flamenco i doma vaquera
Dante TF

Nowym miejscem na mojej trasie była Ganaderia Francisco Santiago. Od pierwszego wejrzenia urzekła mnie antyczne drewniane wrota otwierające się na piękne patio.  To właśnie na ich tle, w pierwszych promieniach wschodzącego słońca, powstał mój ulubiony portret ogiera Malageño. Wieczora sesja była zdecydowanie bardziej męcząca. Na szczęście bieganie po kamienistym zboczu w 30 stopniowym upale, choć dało mi się we znaki, również zaowocowało ciekawymi ujęciami stada w podświetlonych zachodzącym słońcem tumanach kurzu.

Malageno
Stado

Do hodowli Yeguada La Algaida zawsze wracam z przyjemnością, wiedząc, że czekają tam na mnie zjawiskowe ogiery. Tak było i teraz. Dodatkowo, tym razem miałam okazję i przyjemność fotografować je w zabytkowej haciendzie, miejscu niezwykłej urody, skąpanym w kwiatach, gdzie obecnie organizowane są przyjęcia weselne.

Artesano
Lote

Z Algaidy wyruszyłam w drogę do Lagos w Portugali. Od momentu, gdy  pierwszy raz trafiłam do Algarve na krótkie wakacje, zauroczona zapierającymi dech w piersiach widokami, zaczęłam szukać stajni, która umożliwiłaby mi zorganizowanie sesji fotograficznej na jednej z wielu malutkich plaż, na tle imponujących, rudo, brązowo, czerwonych klifów. Jak to często bywa, udało mi się ją znaleźć przez przypadek. Czy możecie sobie wyobrazić piękniejsze powitanie dnia, niż na portugalskiej plaży, po której galopują dwa Lusitano? Mnie przychodzi to z wielkim trudem 😉

Lusitano

Kolejnym punktem podróży było Rancho El Rocio przepięknie położone u wrót Parku Narodowego Donana, własność rodziny Peralta. Hodowane tutaj konie to klasa sama w sobie, co od razu rzuca się w oczy na zdjęciach. Jedną z gwiazd był bez wątpienia wspaniały ogier palomino Quedado AP II – czempion ANCCE na Międzynarodowym Salonie Konia PRE SICAB. Przed moim obiektywem pozowali również, na trzech srebrzysto siwych bajkowych ogierach, trzej Rafaelowie Peralta: ojciec, syn i wnuk. Z wielkim żalem opuszczałam to piękne i gościnne miejsce.

Peralta
Rafael Peralta
Doma vaquera
Doma Vaquera

Kierując się w stronę Taryfy, na krótko zatrzymałam się w Vejer de la Frontera, białym miasteczku jak ze snów. W trakcie wyjazdów fotograficznych, rzadko kiedy mam okazję i czas na zwiedzanie, jednak tym razem nie mogłam sobie odmówić. Vejer ma bowiem opinia najpiękniejszego miasteczka nie tylko w Andaluzji, ale w całej Hiszpanii. Przejeżdżając warto więc zajrzeć to chociaż na chwilę.

Vejer de la Frontera

Moim ostatnim celem była hodowla Ganaderia Cristobal Cortes Bueno. Jako, iż trwał okres wyźrebień, miałam cichą nadzieję, że uda mi się być świadkiem tej wyjątkowej chwili. Marzenie prawie się spełniło. Piszę prawie, bo gdy przed wschodem słońca przyszłam na pastwisko, źrebak leżał już w trawie. Musiał się jednak urodzić dosłownie przed chwilą, gdyż był ciągle mokry, a klacz nie wydaliła jeszcze łożyska. W drżących z przejęcia rękach, z trudem mogłam utrzymać aparat.  Obserwowanie jego pierwszych nieporadnych kroków, zajęło mi resztę tego poranka.

Wyźrebienie
Andaluzy

Wybrzeże Kadyksu było moim ostatnim przystankiem podczas tej podróży. Mimo iż trwająca dwa tygodnie wyprawa była wyczerpująca, wracałam do domu zmęczona, ale szczęśliwa i spełniona. Hasta la proxima, Espana!

Doma vaquera


Podziel się tym projektem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *